Dzwonek! Nareszcie! Teraz trzeba tylko znaleźć Max'a i urwać się ze szkoły. Jest! Stoi koło klasy do muzyki.
-Cześć Max -powiedziałam podchodząc do niego.
-No hej -odpowiedział i przytulił mnie.
-Muszę z tobą pogadać.
-No to mów.
-Ale nie tutaj -pokazałam mu blizne, która teraz świeciła jak żarówka.
-Zrywamy się?
-Jak dla mnie spoko.
Wychodząc
ze szkoły bocznym wejściem mija się fontannę, właśnie stały przy niej
dwie dziewczyny. Jedna robiła węża z wody, a druga się z niej śmiała, iż
wygląda jak gargulec. Czarodziejki! -pisnęłam w duchu. Schowałam siebie i Max'a pod zasłoną Ducha i zaczęłam psuć wężo-gargulca.
-Co ty zrobiłaś!? Ten wąż dodaje mi mocy! -wykrzyknęła blondynka, ale się wkurzyła.
-Ojejciu jejciu, to nawet węża nie przypominało, a tak poza tym to nie ja, cioto -odparła brunetka.
-Nie
nazywaj mnie ciotą! A tak wgl to dzięki wężom ze wszystkich żywiołów ma
nam się ukazać ta, która włada wszystkimi żywiołami! -gdy skończyła
krzyczeć rzuciła w brunetke ogromną kulą wody.
-Max, ona mówiła o mnie? -spytałam szeptem. Wtedy brunetka podbiegła do mnie i chwyciła mnie za gardło.
-Puść.. mnie -wychrypiałam.
-Kim jesteś? -czy ona syczy!?
-Ivy. Puść mnie, bo rozwale ci głowę!
-Powodzenia.
Za
pomocą wiatru przywołałam do siebie cegłę i uderzyłam ją w bok głowy.
Przewróciła się i uwolniła mnie z uścisku. Wstała i podbiegła z
szybkością wampira do sterty cegieł, rzuciła jedną we mnie, ale Max mnie
osłonił i dostał w głowę.
-Teraz pożałujesz -przekazałam jej w myślach, a ona wyglądała jakby zobaczyła ducha.
-Przyzywam
potęgę żywiołów! Niech Powietrze, Ogień Woda, Ziemia oraz Duch wypełnią
mnie! -poczułam jak żywioły wypełniają mnie, sprawiając, iż czułam się
silniejsza.
-To są jakieś jaja!? -krzyknęła brunetka, była przerażona.
-Stul twarz! -wykrzyknęłam i rzuciłam w nią kulą żywiołów.
Ona i blondynka uderzyły w ściane sklepu, Max zdążył się ocknąć.
-Ivy, chodźmy stąd. Za pare minut będzie tutaj dyrektor -powiedział Max wstając.
-Okey, do ciebie?
-Jasne.
Wzięłam go pod ramię, uczyniłam nas niewidzialnymi i ruszyliśmy do jego domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz